Główny Inspektor Farmaceutyczny (GIF) nakazał raperowi zaprzestanie niezgodnej z przepisami reklamy produktu leczniczego w piosence, w której pada jego nazwa. Twórca zaskarżył tę decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do tego postępowania, wskazując na możliwość zagrożenia korzystania z wolności słowa, co stwarza ryzyko wywołania tzw. efektu mrożącego.
GIF uznał, że użycie w utworze muzycznym nazwy produktu leczniczego wyrażeń stanowiło reklamę w rozumieniu art. 52 ust. 1 Prawa farmaceutycznego. Stwierdził, że celem było „romantyzowanie działania produktów leczniczych”, mogące doprowadzić do „normalizacji ryzykownych zachowań i estetyzowania rekreacyjnego użycia produktów leczniczych”. Wskazał, że rozpowszechnienie utworu wywołało tendencję zakupową.
W piśmie procesowym do WSA (sygn. akt V SA/Wa 1553/26) RPO Sylwia Gregorczyk-Abram wniosła o uwzględnienie skargi. Oceniła, że decyzja GIF narusza wolność twórczości artystycznej skarżącego, gwarantowaną w art. 73 Konstytucji RP, a także art. 11 w związku z art. 13 Karty Praw Podstawowych UE, art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz art. 1 i 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych.
RPO wskazuje na możliwość zagrożenia dla korzystania z tej wolności przez inne osoby z uwagi na szerokie echo społeczne i medialną debatę wokół sprawy, co stwarza ryzyko wywołania efektu mrożącego.
GIF przyjął bowiem skrajnie niekorzystną interpretację utworu, opartą na reakcjach części odbiorców wyrażanych w serwisach społecznościowych, przy pominięciu:
– braku współpracy twórcy z podmiotem odpowiedzialnym za produkt leczniczy,
– wyraźnego poinformowania w treści utworu o istnieniu negatywnych skutków pozamedycznego stosowania produktu (cyt: „to jest silny proszek, więc dać nie mogę. Są zasady, wie pan, niech pan dba o zdrowie”),
– wykorzystanych technik artystycznych, w tym sposobu prowadzenia narracji o świecie przedstawionym w utworze, charakterystycznych dla gatunku i samego twórcy,
– prezentowanych dotychczas postaw twórcy,
– które łącznie przemawiałyby za zasadnością stwierdzenia braku zamiaru reklamowego.
Ponadto można się zastanawiać, czy przywołanie nazwy produktu i sposobu jego użytkowania nie przyczynia się do publicznej debaty o ewentualnych ryzykach i niebezpieczeństwach dla zdrowia związanych z jego używaniem niż wywołuje efekt zachęty, który legł u podstaw decyzji GIF.
Należy także pamiętać, że autor utworu jest jego twórcą, a nie podmiotem uprawnionym do określania jego wiążących interpretacji. Historia sztuki pełna jest przypadków, w których reakcje odbiorców utworu były wprost sprzeczne z treścią samego przekazu oraz zamiarem autora – podkreśla Sylwia Gregorczyk-Abram.
Jeśli zamiar twórcy, w tym przypadku – reklamowy, został zidentyfikowany przez GIF na podstawie jednej z możliwych interpretacji przekazu, popartej reakcjami niektórych jego odbiorców, należałoby uznać konsekwentnie, że twórca utworu odpowiada – na zasadzie ryzyka – za każdy możliwy społeczny odbiór swojej twórczości.
Biorąc pod uwagę istotę pojęcia twórczości artystycznej, musiałoby to prowadzić do zatarcia ustawowej granicy między zachowaniem prawnie dozwolonym i niedozwolonym. A to oznaczałoby przyznanie organowi administracji publicznej (nie zaś – ustawodawcy) kompetencji do wyznaczenia granicy swobody artystycznej.
Pozostawałoby w kolizji ze standardem ochrony wolności jednostki, prowadząc do efektu mrożącego w postaci unikania przedstawiania przez artystę otaczającego go świata rzeczywistego, łącznie z negatywnymi jego odcieniami.
Rzecznik nie lekceważy przedstawionego przez GIF problemu wysokiego poziomu konsumpcji produktów leczniczych, zażywanych z przyczyn pozamedycznych. Nie może to jednak uzasadniać rozstrzygnięcia naruszającego prawa i wolności jednostki. Organy władzy publicznej dysponują bowiem narzędziami, które mogą wpływać na ograniczenie nieuzasadnionej konsumpcji produktów leczniczych – tak, by nie prowadziło to do naruszenia praw i wolności jednostki.
Informacja prasowa: RPO
foto: Pixabay
